Marzy mi się to, że B. Wolniewicz na Jasnej Górze, wśród setek tysięcy swoich wiernych, krytykuje moje poglądy: liberalne, wittgensteinowskie, logiczne, metafilozoficzne, itd. A moi studenci, którzy ze Szczecina idą kilkaset kilometrów, znowu doświadczają ducha Krysztofiaka:)
Szanowni Państwo!
Na stronie internetowej http://odsiebie.com/pokaz/2071696---9861.html znajduje się wykład B. Wolniewicza na temat Wittgensteina. W swoim wykładzie autor stwierdza, że niemal 95 % (obliczył to ! ) filozofii drugiej połowy XX wieku stanowi makulaturę. Wymienia tylko trzech wpływowych filozofów, których warto czytać: Freuda, Wittgensteina, Heideggera. Przy okazji wymienia moje nazwisko (z błędem) jako autora tekstu w „Ruchu Filozoficznym”, którego nie warto czytać.
W całym wykładzie wymienia nazwiska tylko takich intelektualistów, jak: Rousseau, Nietzsche, Wittgenstein, Heidegger, Konorski, Miłosz, Gombrowicz, Turing, von Neumann. I wśród nich nazwisko Krysztofiaka jako niechlubny przykład.
Cieszę się, że B. Wolniewicz wymienił moje nazwisko w tak prestiżowej serii myślicieli (nawet – jako przykład „czarnej owcy”). Cieszę się, że pomimo, iż prawie nic nie warto czytać – według opinii Wolniewicza – sięgnął po mój tekst i chyba go przejrzał. Musiał pójść do biblioteki, wypisać rewers; albo najzwyczajniej kupić egzemplarz „Ruchu Filozoficznego”, albo przynajmniej pożyczyć od kogoś ten egzemplarz. Jestem więc bardzo uradowany, że są w Polsce liberalnej filozofowie, którzy ponoszą taki koszt (przede wszystkim czasu), aby coś powiedzieć na temat moich skromnych filozoficznych przemyśleń.
Nigdy by mi do głowy nie przyszło, że dożyję czasów, w których na Uniwersytecie Warszawskim będzie się wymieniało moje nazwisko, obok: Nietzschego, Wittgensteina, Miłosza, Turinga czy von Neumanna. Wolniewicz nie wymienił ani Quine’a, ani Davidsona, ani Putnama ani Dummetta, ani Kripkego, itd. Niewiarygodne !!!!.
Co do porównania czasopism filozoficznych do zlewu i wyrażeniu żalu, że kiedyś te czasopisma były lepsze, to taka uwaga może wzbudzać zdziwienie. Czyżby B. Wolniewicz tęsknił za czasami, w których cenzurowano „Studia Filozoficzne”? Ale w końcu B. Wolniewicz napisał pracę magisterską o Leninie (traktując go jako poważnego myśliciela) i budował kraj razem z Władysławem Gomułką (mają bardzo podbne poglądy: zachęcam studentów do pisania prac magisterskich np. „Pojęcie religii: Wolniewicz versus Gomułka”. Dzisiaj również wychowuje poprzez swoje jasnogórskie homilie wraz z Ojcem Rydzykiem i Radiem Maryja młodych ludzi i przestrzega ich przed bezbożnictwem oraz liberalizmem.
Być może w swoim ataku na mój skromny tekst, nie chodziło o racje, ale o liberalizm. Tak, jeśli trzeba się przyznać, jestem bezbożnikiem i liberałem.
I cieszy mnie to, że fundamentaliści chrześcijańscy spod znaku Radia Maryja monitorują, kontrolują, recenzują, rejestrują, klasyfikują, atakują moje teksty filozoficzne. To zaszczyt!!! Mi by się nie chciało czytać jasnogórskich homilii B. Wolniewicza (nudy !!!); a on jednak sięgnął po mój tekst, pokazał studentom, zadał sobie trud. W końcu w tym czasie mógł przygotowywać nową homilię lub nowe wystąpienie wiecowe; A jednak nie !!! Super !:)
Mogę tylko podziękować B. Wolniewiczowi za bezpłatną reklamę i wielokrotnie wypowiedzieć, niemal słowa: dziękuję „Ojcze Bogusławie”
Na ocen.pl ostatni wpis pod moim nazwiskiem jest "niewybredny". Otóż, zarzuca mi się,że traktuję kobiety instrumentalnie, że z litości nauczam kobiety logiki, itd. Otóż, pragnę donieść, że w zeszłym roku akademickim najwyższe noty z logiki otrzymały dwie Panie: p. Nietubyć oraz p. Piotrowska. Z danych na ocen.pl wynika, że jednak dobrze nauczam logiki; że jednak moje wykłady są zrozumiałe; niektóre wpisy raczej potwierdzają, że dobrze nauczam logiki.
Owszem, podaje rozmaite przykłady egzemplifikujące rozmaite pojęcia semiotyczne; jedne przyklady są byc może "wulgarne"; ale nie moja wina, że życie jest wulgarne w wielu płaszczyznach.
Mógłbym powiedzieć, że ostatni wpis na ocen.pl jest najzwyczajniej wulgarny ideologicznie; razi prymitywizmem intelektualnym. Autor nie odróżnia prztaczania od opisu czy tez stwierdzania.
Może czas na poczytanie literatury pieknej; chocby Leśmiana (i dla kontrastu - tak na zasadzie napięcia oksymoronicznego - coś z Przybyszewskiego). Wtedy podyskutujemy o tym dlaczego niektórych studentów wkurzam.
Studiowanie aktywne filozofii to miedzy innymi permanentne intelektualne "wkurzanie się" na idee, na twórców tychże idei. Filozofowanie wyrasta z konfliktu intelektualnego, z kwestionowania banału, kwestionowania pseudo-oczywistości.
Na koniec, skoro życie jest brutalne, prymitywne, cyniczne, nieracjonalne, niekiedy głupawe w różnych swych płaszczyznach (niestety nie obcujemy na codzień z oryginałem Mona Lisy; nie chodzimy do Luwru na popołudniowy spacer ) więc i przykłady powinny być autentyczne.
Mam świadomość tego, że ukazanie komuś jego tandety boli; ale przecie nikt nie powiedział, że nie wolno być tandetnym.
Na koniec, na wykładach studentów indaguję do nieustannego notowania, nawet przykładów; wieć niestety to, co mowię nie stanowi moich wynurzeń; wynurzam się przyjaciołom. Student drugiego roku powinien umieć odrózniać wynurzenia od przytaczania; ostatnio rzeczywiście podaję wiele przykładów z psychologii, gdyż zajmuję się badawczo praktykami symulacyjnymi na gruncie dyskursu egzystencjalistycznego, a także semantyką rozmaitych dewiacji mentalnych ujawniających się w rozmaitych sytuacjach, o których psychiatrzy mówią jako o sytuacjach patologicznych. Semantyka psychiatryczna jest powaznym działem psychiatrii, bardzo ważnym w diagnostyce. Dewianci mentalni również posługują się rozmaitymi schematami, skryptami, itd. - i to tez trzeba badać i ich zachowania rozumieć.
Autorka wpisu ujawnia głebokie zaburzenia emocjonalne; to dziwne, że wykładowca może tak drażnić, tak oddziaływać emocjonalnie, że aż chce mu się "dołożyć".Normalni ludzie nie zgadzają się (i prowadzą dyskusję) lub dzwonią na policję jeśli łamane jest prawo. Natomiast w tym wypadku mamy do czynienia z niezdrowym pobudzeniem emocjonalnym. Proszę! przemyśleć to, co napisałem.
Niestety nie moge z Państwem prowadzić ćwiczeń z logiki, bo mam zbyt wiele zajęć z innymi grupami z innych przedmiotów. Ale jestem pewien,że moje dwie żeńskie asystentki (którym zleciłem te zajęcia), zrobią wszystko co w ich mocy, aby Państwo polubili logikę. Ciekawe czy je instrumentalnie traktuję? - czy autor(ka) wpisu zastanowiła się, dlaczego moimi asystentkami sa moje dwie byłe uczennice, a nie - uczniowie ?