21 dni z Bałtykiem – nasza wielka przygoda
Trzy tygodnie nad Bałtykiem, ponad 350 kilometrów, niezliczona liczba mijanych miast i miasteczek, czasem ciekawe a czasem zupełnie zwyczajne dni. Kiedy wróciliśmy, wszyscy pytali nas „Jak było”? Otóż, była to największa przygoda, jaką kiedykolwiek przeżyliśmy. Trudno opowiedzieć ją całą po kolei, wydarzenia mieszają się ze sobą. Jednak wiele szczegółów zostało w pamięci – te najbardziej godne uwagi. Pogoda dla podróżników Wyprawa rozpoczęła się 15 lipca przy latarni morskiej w Helu. Wybrzeże przywitało nas silnym, huczącym wiatrem, który ustał po kilku dniach wędrówki. Wtedy temperatura się podniosła. Upały nie opuściły nas już do końca wyprawy, słońce grzało a my chowaliśmy się przed nim tak jak wcześniej przed wiatrem – rezygnowaliśmy z maszerowania plażą na rzecz leśnych dróg i ścieżek. Deszcz zaskoczył nas dopiero w Dziwnowie. Nad ranem obudziła nas szalejąca burza, wiatr targał namiotem, który nie dał się pokonać nawałnicy. Na szczęście wieczorem poprzedniego dnia przenieśliśmy bagaże z przedsionka do wnętrza naszego przenośnego domu, dzięki temu nie zamokły. Małe i duże miasta W tych pierwszych łatwiej wypocząć, w drugich więcej się dzieje. My woleliśmy małe miejscowości, te w których zgiełk nie zagłuszał szumu fal.
Jarosławiec, tutaj wszystko było na swoim miejscu, jak przystało na miasto położone nad Bałtykiem – szantowy koncert a nad głowami światło latarni morskiej. Łeba jest prawdziwym morskim miastem, tutaj port żyje, jest jego centralnym miejscem. Z kolei Darłowo urzeka niską, niemal wiejską zabudową. Wystarczy skręcić w boczną uliczkę. Dąbkowice leżą na końcu świata. Tutaj droga kończy się płotem, a sama miejscowość to tylko kilka domów wciśniętych między morze a jezioro Bukowo. Cisza, spokój - niezwykle piękne miejsce. Podobna jest Białogóra, małe miasto pełne pensjonatów o wysokim standardzie. Smołdziński Las to idealne miejsce na agroturystyczne wakacje. Wokół tylko pola i las. Nocą mrok rozświetla latarnia morska w pobliskim Czołpinie, nadając tej okolicy niepowtarzalny klimat. Wisełka to maleńkie miasto przyklejone do górujących nad nim wzgórz. Warto zabrać ze sobą rower i wybrać się na wycieczkę po okolicznych lasach. A jeśli komuś Wisełka wyda się zbyt senna? Międzyzdroje są tylko kilka kilometrów stąd. Ludzie Doświadczyliśmy wiele życzliwości ze strony spotkanych po drodze zupełnie obcych osób. Dzięki ich pomocy udało nam się przejść przez poligon w Wicku Morskim. Przejeżdżająca obok nas kobieta zaproponowała, że podwiezie nas do Jarosławca. Zgodziliśmy się, co prawda mieliśmy zamiar nie korzystać z żadnych środków transportu, jednak do przejścia przez teren wojskowy potrzebne są przepustki, których nie mieliśmy.
W Ustroniu Morskim właściciel pola namiotowego powiedział, że wyglądamy na zmęczonych, więc da nam pokój w swoim pensjonacie. Stał wolny, ktoś odwołał rezerwację. Pierwszy raz od kilkunastu dni spaliśmy w prawdziwym, wygodnym łóżku! Na trasie spotykaliśmy różnych ludzi. Najmilej wspominamy turystów, którzy podobnie jak my wybrali aktywny wypoczynek - podróżowali pieszo lub na rowerach. Mijając się mówiliśmy sobie „cześć”. Często też spotykaliśmy się z niezrozumieniem ludzi, którzy nie mogli pojąć, po co my właściwie idziemy, przecież tą trasę można w krótszym czasie przejechać samochodem. Złośliwości i żarty na nasz temat kwitowaliśmy uśmiechem. Przyroda Widzieliśmy jak na wysokim nadmorskim klifie ziemia dosłownie ucieka drzewom spod korzeni. W Słowińskim Parku Narodowym zobaczyliśmy pustynię w miniaturze, ogromne połacie piasku, które wiatr – powoli i pracowicie – przesuwał w głąb lądu. Łącka góra (tak się to miejsce nazywa) jest ogromna. I cały czas się porusza. Widzieliśmy też bezkresne, zupełnie puste plaże, w których można się zakochać. Często obserwowaliśmy latające nad klifami paralotnie. Ich piloci prawie muskali stopami korony drzew, niemal bezszelestnie poruszając się nad naszymi głowami. Bagaż To z jego powodu musieliśmy w połowie drogi zmieniać plan noclegów i skracać etapy. Okazało się, że mimo zabrania tylko niezbędnych rzeczy plecaki były ciężkie i mocno spowalniały tempo naszego marszu. Doskonałym pomysłem było zabranie kijków Nordic Walking, dzięki nim odciążyliśmy stawy i mięśnie nóg, bez kijków nie udałoby nam się osiągnąć celu. Cel Czyli polsko – niemiecka granica w Świnoujściu. Doszliśmy tam dwa dni przed terminem, wieczorem 3 sierpnia, po 19 dniach wędrówki.
Odwiedziliśmy niezliczoną ilość pięknych miejsc, udało nam się pokonać tyle przeciwności. Ktoś kiedyś powiedział, że droga do celu jest czasem ważniejsza od jego osiągnięcia. Miał rację. Stojąc wzruszeni przy granicy czuliśmy, że dokonaliśmy czegoś wielkiego, ale jednocześnie był to koniec naszej przygody. Jutro rano nie założymy plecaków a wieczorem nie rozbijemy namiotu. „Gdzie wyruszamy następnym razem – zapytałem Bogusię – Może w góry?” Tekst i zdjęcia: Paweł Steinke, Bogusia Kurek
|